Kiedy idealna miłość staje się klatką...
Czytam tę historię niespiesznie – dokładnie tak, jak toczy się jej akcja – i choć z tyłu głowy mam świadomość, że powinnam przejść do innej książki, którą mam do zrecenzowania, po prostu nie potrafię się oderwać. Zostało mi zaledwie sto stron, a ja szaleńczo pragnę dowiedzieć się, czy Maja uwolni się od zaborczego Barskiego, czy może ta opowieść zaskoczy mnie zupełnie innym finałem. Między wersami kryje się tu tak potężny ładunek emocjonalny, że człowiek ma ochotę wejść do książki, podać bohaterce pomocną dłoń albo zwyczajnie krzyknąć: „Uciekaj, Maju, jak najdalej!”.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i muszę przyznać, że jest niezwykle intrygujące. Sięgając po tę pozycję, spodziewałam się lekkiej jak letnie dni książki obyczajowej – ot, takiego przyjemnego romansu na odstresowanie. Dostałam jednak coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.
Maja, jak większość kobiet, skrycie marzy o wielkiej miłości. Skrycie, bo niedawno zakończyła długi związek i rzuciła się w wir pracy, a tej jej nie brak ponieważ jest uzdolnioną architektką. Pewnego dnia poznaje przystojnego, inteligentnego Adama i daje się porwać uczuciu. Czuje się najszczęśliwsza na świecie, odnajduje spokój u boku Barskiego, a jej związek z pozoru wygląda na absolutny ideał. Ale czy aby na pewno?
Adam powoli, systematycznie i niemal niezauważalnie zaczyna ograniczać jej relacje z bliskimi. Drobne gesty, niedopowiedzenia... Im bardziej prozaiczna codzienność daje o sobie znać, a motyle w brzuchu przestają latać, tym więcej pojawia się sygnałów ostrzegawczych. Autor genialnie i z przerażającą precyzją ukazuje mechanizm przemocy domowej. Krok po kroku widzimy, jak szczęśliwa, zakochana kobieta staje się ofiarą swojego wybranka i jak w ogóle dochodzi do tego, że godzi się na takie traktowanie. Jest to właśnie rzecz, której do tej pory nie potrafiłam pojąć w zachowaniu wszystkich bitych, poniżanych czy w inny okrutny sposób traktowanych kobiet.
Czy można pisać o sprawach trudnych w sposób poetycki, poruszający do głębi i angażujący od pierwszych stron? Czy można tak sprawnie wciągnąć czytelnika, pozwalając mu do końca łudzić się, że w tej historii będzie happy end? Jak widać, można. Rafał Wicijowski pięknie to udowadnia, a ja poruszona gorąco polecam Wam lekturę Obiecał mi Niebo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz